Relacja - Plecaki dość ciężkie
Plecaki dość ciężkie. W końcu to pierwsze nasze wyjście do góry i to drugiego dnia od przyjścia do bazy. Mamy aklimatyzację z doliny Khumbu (spaliśmy tam na około 5500 m dwie noce), ale teraz wychodzimy wyżej, bo zamierzamy tego dnia dojść bezpośrednio do dwójki, która jest położona na 6500 m. Decydujemy się wziąć bardziej komfortowy namiot, ale co za tym idzie cięższy, bo jednak w dwójce spędzimy kilka nocy, a sen tamże też jest ważny. Idzie mi się dość ciężko, właśnie ze względu na ciężki plecak. Fabrizio i tak niesie cięższy od mojego, mimo to jakoś nie frunę na skrzydłach. Nie mniej jednak udaje nam się bodajże po osmiu godzinach z przerwami osiągnąć obóz II. Pogoda na szczęscie nam sprzyja, nie wieje za bardzo i możemy skupić się na przygotowaniu porządnej platformy pod namiot. Miejsca w dwójce jest pod dostatkiem, nie trzeba się martić o to, gdzie rozbić namiot. Po 1,5 godzinie możemy w końcu zacząć myśleć o jedzeniu i piciu, bo namiot stoi. Jak domyślacie się na tej wysokości roztapianie śniegu wymaga już trochę czasu, bo jest mniej tlenu w powietrzu, tak więc wszystko idzie dość wolno. Jest zimno. Oj, to na pewno. Ta góra w ogóle jest bardzo zimna i wietrzna. Nazwałabym ją „mało przyjacielska”. Tak więc ubieramy się we wszysko co mamy (łącznie z kurtką i spodniami puchowymi) i włazimy do śpiwora. Sen może niezbyt głęboki, ale przyzwoity jak na pierwszy raz na tej wysokości.






