Relacja - Ten plan się dla mnie i dla Fabrizio nie powiódł

Ostatnie nasze wyjście było z zamiarem i nastawieniem na atak szczytowy. Umówiliśmy się całą ekipą, że wychodzimy razem, by w razie czego torować w kuluarze powyżej czwórki. Ten plan się dla mnie i dla Fabrizio nie powiódł.
Pierwszej nocy w dwójce, okazalo sie, ze Fabrizio dopadł potworny bół głowy i że to stan zapalny ucha. Koniec końców zdecydował się wziąć bardzo silne środki przeciwbólowe i jakoś nad ranem zasnął. Niestety po tych lekach nie czuł się najlepiej, bo takie „pain killery” potrafią nieźle człowieka otumanić. Zdecydowaliśmy się zostać ten dzień w dwójce i wyjść do trójki następnego dnia (20.05) razem z Jorge i Martinem, którzy wyszli dzień później po wszystkich z bazy. Plan był taki, że do szczytu wyjdziemy już z trójki (pomijając obóz czwarty), bo do najwolniejszych nie należymy.
Cały dzień przeznaczyliśmy na zbudowanie nowej platformy pod namiot i odpoczynek. Po południu przyszli Jorge z Marinem i zaaplikowali memu partnerowi wspinaczkowemu antybiotyk na zapalenie ucha. Stan zapalny został zażegnany, jednakże następnego dnia Fabrizio był bez sił.
Dopadło go tak potworne osłabienie, że szedł coraz wolniej, aż w końcu zaczął siadać na śniegu i więcej odpoczywać niż iść. Antybiotyk na tej wysokości okazał się zbyt silny. Postanowiliśmy zejść do bazy z wys. okolo 7 tys. m. W takim stanie nie dotarlibyśmy nigdzie. Zdrowie jakby nie było jest najważniejsze. Mego partnera rownież.

Cała reszta poszła na szczyt. Pogoda 21 maja byla idealna na atak szczytowy.
Być może będziemy mieli jeszcze szanse na wyjście do góry. Jeśli Makalu nam na to pozwoli.