Relacja - Wstaliśmy rano

Wstaliśmy rano. Chmm... W zasadzie to wcale nie wstaliśmy, bo chyba prawie w ogóle nie zasnęliśmy. Niby według prognoz (potem jak sprawdziłam) wiało 70 km/h. Ciężko to stwierdzić kiedy się siedzi w namiocie... Ma się wrażenie, że namiot nie odfruwa tylko dlatego, bo siedzimy w środku i przytrzymujemy go własnym ciężarem.
Noc zaliczyłabym do kategorii „ciężkich”. Huk wiatru był tak donośny, że nie dało się zmrużyć oka. O 1 w nocy wpadłam na pomysł, by jednak włożyć zatyczki do uszu, które zawsze noszę na wypadek takich sytuacji. Nie pomogło. Jakoś przetrwaliśmy do 5 rano. Ze zmęczenia zmrużylismy oko. Z powodu wysokości nic prawie nie zjedliśmy. Brak aklimatyzacji powoduje, że nie chce się w ogóle jeść. Wystarczył tylko kisiel w postaci pitnej.
Ostatni rzut oka na Makalu (dopiero z obozu III widać czubek góry) i muszę stwierdzić, że z daleka prezentuje się bardziej okazale, niz z bliska.
Na lunch byliśmy już w bazie. Motywowało nas zimno, a także wizja czegoś do jedzenia.

Zdjęcia: 
Ostatnie tysiąc metrów. Makalu widziane z obozu III
Zejście z trójki do bazy. Oj zimno!