MAKALU - 8463 m

kwiecień 2011 - maj 2011

MAKALU (8481 m n.p.m.) to piąty co do wysokości szczyt świata, położony w Himalajach Wysokich. Wznosi się w odległym, trudno dostępnym rejonie Nepalu, na granicy Chin i Nepalu, 20 km od Everestu. Makalu zaliczane jest do tzw. wysokich ośmiotysięczników i jest silnie zlodowacone - granica wiecznego śniegu znajduje się na ok. 5700 m.
Szczyt po raz pierwszy został zdobyty w 1955 roku przez ekspedycję francuską. Pierwszego wejścia zimowego dokonali Simone Moro i Denis Urubko w 2009 roku. Pierwsze polskie wejście miało miejsce w 1981 roku, dokonane przez Jerzego Kukuczkę. Do końca XX w. na wierzchołku Makalu stanęło 180 wspinaczy. Do tej pory górę zdobyło 7 Polaków, w tym jedna Polka.

Dziękuję za Wasze wsparcie!

Jestem już w Polsce. Bardzo dużo śpię i odpoczywam. Moje gardło i płuca też „dostały ostro w kość” od zimnego powietrza. Czuję, że regeneracja odbywa się pełną parą. Niestety do towarzyskich osób w tej chwili nie należę, bo mój rytm dnia zupełnie odbiega od innych. Z utęsknieniem czekałam by rzucić się na warzywa (nie zjadłam ani jednego warzywa i owocu przez ostatnie parę tygodni), a tu jakaś bakteria grasuje ☹

Zdjęcia: 
Obóz II na Makalu
Obóz II na Makalu

Jak to jest gdy się zawraca?

To już nie pierwsza wyprawa kiedy zawracam będąc tak niedaleko wierzchołka. Na Dhaulagiri zawróciłam 100 metrów przed szczytem i wróciłam tam parę miesięcy później. Chorobę partnera też ciężko przewidzieć, ale to może zdarzyć się każdemu – mi również.

Zdjęcia: 
Miś, który był już ze mną na 6 ośmiotysięcznikach...

Co się działo na górze? Wyjście do szczytu

Zostaliśmy sami w bazie (od 25.05.2011). Makalu to bardzo duży masyw i bycie pod takim ośmiotysięcznikiem tylko we dwójkę to nie takie częste doświadczenie w dzisiejszych czasach. Ale jakże piękne! Już wiem, że właśnie ten widok najbardziej utkwi mi w pamięci: zupełnie pusta baza i tylko nasze skromne namioty.
Poza tym świadomość, że nie ma na kogo liczyć oprócz siebie, że jest się samemu i trzeba być w 100% za siebie odpowiedzialnym i samowystarczalnym jest niezwykle cennym doświadczeniem. Bardzo dla mnie pięknym i ważnym. Wręcz czuje się energię Góry.

Co się działo na górze?

Wspominałam Wam o akcji ratunkowej i że napiszę o tym później. To bardzo długa i skomplikowana historia, myślę, że osoby zainteresowane odeślę do źródła na Explorersweb. Tu chyba (25.05.2011) jest najbardziej „akuratna” relacja, choć oczywiście w wielkim skrócie. Mieliśmy wyjść z Fabrizio w tych dniach ponownie do góry, jednakże wyszliśmy, ale by pomóc Joelle z sąsiedniej ekipy. Po tym wyjściu Fabrizio znów musiał odpocząć, by zregenerować siły.

Kinga Baranowska Makalu 2011 - 16th phonecast

Przed atakiem na szczyt z obozu IV !

Relacja - Długo by pisać

Długo by pisać. Mieliśmy wczoraj wyjść ponownie do góry, ale... znów się nie udało. Dzień wcześniej uczestniczylismy w akcji ratunkowej, po której byliśmy bardzo zmęczeni, dwie noce nie spaliśmy, ale o tym poźniej (....).
W każdym bądź razie Martin, Jorge, Peter i Horia szczęśliwie i sprawnie stanęli na szczycie 21 maja.

Relacja - Ten plan się dla mnie i dla Fabrizio nie powiódł

Ostatnie nasze wyjście było z zamiarem i nastawieniem na atak szczytowy. Umówiliśmy się całą ekipą, że wychodzimy razem, by w razie czego torować w kuluarze powyżej czwórki. Ten plan się dla mnie i dla Fabrizio nie powiódł.

Relacja - Ufff...! Wychodzimy jutro do szczytu

Ufff...! Wychodzimy jutro do szczytu (jutro obóz II). Z duszą na ramieniu. Pogoda niezadobra. A tu pogoda niezadobra oznacza koszmarnie silny wiatr. A jak nie wiatr, to opady śniegu i lawiniasto. No, ale potem może przyjść jet stream, w końcu to ten czas. Niewiadomo co tu zrobić.
Po sto razy sprawdzamy czy wszystko spakowaliśmy: a to zapasowe baterie do czołówek (latarek na głowę), a to sprzęt wspinaczkowy czy jest w komplecie, a to gaz i jedzenie...

Relacja - Parę osób z grupy brytyjskiej zdecydowało się wyjść do góry

Parę osób z grupy brytyjskiej zdecydowało się wyjść do góry. Są wyposażeni w spory zapas tlenu, który wcześniej ich Szerpowie wynieśli do góry i już od obozu II go używają. Mają przy tym szanse się nie odmrozić przy tym wietrze, gdyż jak wiadomo tlen znacznie rozgrzewa organizm. Mają też ograniczony czas pobytu tutaj.

Relacja - Walka psychologiczna w naszych głowach trwa

Walka psychologiczna w naszych głowach trwa. Generalnie jest to bardzo ciekawa sprawa: ile zależy od tego co jest w naszych głowach i od nas samych. Samo zjawisko motywacji i automotywacji jest niezwykle ciekawe i sama je analizuję na podstawie swego przypadku.

Relacja - Wszyscy parę dni temu zeszli do bazy

Wszyscy parę dni temu zeszli do bazy. Przestraszyli się wiatru. W jakimś impasie jesteśmy tu w tej chwili. Wszyscy siedzą w bazie i złowrogo patrzą do gory na pioropusze wiatru. Zaczyna się walka psychiczna, by się nie zdemotywować i cały czas mieć dobry humor i optymizm. My tu jesteśmy krotko i nawet spaliśmy w trojce, więc nie mamy co narzekać, ale niektorzy – siedzą tu naprawdę długo i zaszli jedynie na 6500 m. Z pewnoscia dla osob wchodzacych z tlenem na Makalu nie ma to wiekszego znaczenia, ale nam jednak zalezy by przed atakiem szczytowym spac wysoko.

Bezpieczniej w GÓRACH z Plusem

Bezpieczniej w GÓRACH z Plusem.
Chcę, byście wszyscy zapamietali ten numer, a raczej od razu wpisali go sobie do telefonu: 601 100 300.
Jest to numer ratunkowy, który działa w całym paśmie polskich gór oraz ba Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Jest dostępny dla wszystkich sieci komórkowych i stacjonarnych, z tym, że klienci Plusa korzystają z niego bezpłatnie.
Numer ten od razu łączy nas ze służbami TOPR lub GOPR, dzięki czemu oszczędza się mnóstwo czasu.

Zdjęcia: 
Numer ratunkowy w polskich górach
Bezpieczniej w GÓRACH z Plusem

Relacja - Dziś dzień regeneracji.

Dziś dzień regeneracji. Pogoda się poprawiła i część osób wyszła do góry. Niektórzy z zamiarem przespania się w obozie III, bo jeszcze nikt tam nie spał, a niektórzy przebąkiwali, że nawet i bez aklimatyzacji próbują do szczytu, bo już tak długo w bazie siedzą i nic. Trudno wyczuć co tam u góry będzie się działo i jakie będą warunki. W każdym bądź razie, jakby mniej wieje i to jest dobry znak.

Relacja - Pada. Nie, wręcz sypie śniegiem

Pada. Nie, wręcz sypie śniegiem. Dzień pod znakiem prania. Nie powiem, że należy to do moich ulubionych zajęć tutaj. Woda z lodowca, nic tak naprawdę nie jest uprane, ale przynajmniej człowiek się czuje psychicznie niby lepiej, że chodzi w „świeżym” ubraniu. Powiesiłam wystawkę z ubrań w mesie, co bardziej „newralgiczne” części ubrań zabrałam do swego namiotu, bo zdarzało mi się już że niektóre części garderoby znikały. Nie wiem, może wiatr porywał, ale żeby akurat „te”?

Zdjęcia: 
Pranie w bazie
... a nawet mała kąpiel

Relacja - Wstaliśmy rano

Wstaliśmy rano. Chmm... W zasadzie to wcale nie wstaliśmy, bo chyba prawie w ogóle nie zasnęliśmy. Niby według prognoz (potem jak sprawdziłam) wiało 70 km/h. Ciężko to stwierdzić kiedy się siedzi w namiocie... Ma się wrażenie, że namiot nie odfruwa tylko dlatego, bo siedzimy w środku i przytrzymujemy go własnym ciężarem.

Zdjęcia: 
Ostatnie tysiąc metrów. Makalu widziane z obozu III
Zejście z trójki do bazy. Oj zimno!

Relacja - Wiedzieliśmy, że czeka nas długi dzień

Wiedzieliśmy, że czeka nas długi dzień. Słyszałam od Fabrizia niejednokrotnie, że droga do trójki, to w szybkim tempie (niezaklimatyzowanym) 7 godz. My, dodatkowo mieliśmy jeszcze ciężkie plecaki więc obawialiśmy się, że więcej. Tak więc plan był taki, by ruszyć nawet o 6 rano. Niestety ranek zweryfikował te plany, bo znów wiało i było zimno. Tak więc postanowiliśmy poczekać do 8, kiedy wyjdzie słońce i ruszyliśmy. Z tej racji, że byliśmy tylko jedyni w dwójce, to też jako jedyni ruszyliśmy do góry.

Zdjęcia: 
Droga do trójki

Relacja - Plecaki czekają już spakowane

Plecaki czekają już spakowane od kilku dni. Mimo, że nikt nie rusza tego dnia do gory, my idziemy. Po pierwsze dlatego, że mamy już dość siedzenia w bazie i czujemy, że zaraz zwariujemy od nieruszania się, po drugie – akurat jest ładna pogoda o dziwo i nie wieje. Droga do dwojki – wręcz upalna. Cieszymy się z tego powodu jak dzieci. Idzie nam się swietnie i do dwojki przychodzimy w dobrym tempie. Jesteśmy tu zupełnie sami, z obozu II pięknie widać Everest i Lhotse. Choć trzeba przyznać z tej strony nie wyglądają tak spektakularnie jak od strony doliny Khumbu.

Zdjęcia: 
Droga do dwójki
Za plecami Everest i Lhotse

Relacja - Kilka osób schodzi do Bazy Hillarego

Kilka osób schodzi do Bazy Hillarego, a nawet jeszcze niżej, by się zregenerować. Niestety dużo z nich kaszle i plan jest taki, by odzyskać tam na dole siły. Nam z Fabrizio wcale się nie chce nigdzie schodzić, wręcz przeciwnie, chętnie by ruszylibyśmy do góry. Trochę nas już nuży siedzenie w bazie, choć owszem mamy kilka ciekawych książek ze sobą. Jednakże, nie lubimy zbyt długiej bezczynności, bo mamy wrażenie, że nasza aklimatyzacja się „ulatnia”, zaś siedzenie w bazie wcale nie pomaga, ale również zabiera nam siły.

Zdjęcia: 
Relacja - Kilka osób schodzi do Bazy Hillarego

Relacja - Dziś kolejny dzień regeneracji

Dziś kolejny dzień regeneracji. Jakoś dziś czujemy się bardziej ospali niż wczoraj. W Polsce długi weekend i pewnie wszyscy podróżują w tę i z powrotem. Wiem, że macie ładną pogodę, no u mnie w kratkę: raz pada śnieg, raz wyjrzy słońce. Mam nadzieję, że jutro będziemy czuli się na tyle dobrze, by wyjść ponownie do góry.

Zdjęcia: 
Relacja - Dziś kolejny dzień regeneracji

Relacja - Dzień pracy!

Dzień pracy! Dla nas również. Zabieramy się za porządne zbudowanie mesy. Niestety, ciągle mamy śnieg w środku na ziemi, a jak się domyślacie, to nie sprzyja temu, było w środku ciepło. Śnieg zamienił się w lód, więc trzeba go wyrąbać czekanami. Po paru godzinach, mamy przyjemną mesę, na ziemi leży kawał brezentu, więc w nogi już nie powinno być tak zimno. To co jest niespotykane na Makalu (a mówią to osoby, które tu były kilka razy), to fakt, że w bazie jest śnieg. Zazwyczaj jest tu dużo kurzu, śniegu ani widu ani słychu.

Zdjęcia: 
Relacja - Dzień pracy!
Relacja - Dzień pracy!

Relacja - Poczekaliśmy aż słońce...

Poczekaliśmy aż słońce muśnie chociaż nasz namiot, gdyż w środku zebrał się szron. Każde poruszenie powoduje, że leci na nas. Nie mieliśmy ze sobą zbyt wiele jedzenia, ale też apetyt niespecjalnie dopisuje na tej wysokości. Tak więc po wypiciu kubka herbaty decydujemy się schodzić w dół. Pewnie na lunch zdążymy i tam się najemy. W zejściu aż burczało mi w brzuchu.

Zdjęcia: 
Relacja - Poczekaliśmy aż słońce...
Relacja - Poczekaliśmy aż słońce...
Relacja - Poczekaliśmy aż słońce...
Relacja - Poczekaliśmy aż słońce...
Relacja - Poczekaliśmy aż słońce...

Relacja - Plecaki dość ciężkie

Plecaki dość ciężkie. W końcu to pierwsze nasze wyjście do góry i to drugiego dnia od przyjścia do bazy. Mamy aklimatyzację z doliny Khumbu (spaliśmy tam na około 5500 m dwie noce), ale teraz wychodzimy wyżej, bo zamierzamy tego dnia dojść bezpośrednio do dwójki, która jest położona na 6500 m. Decydujemy się wziąć bardziej komfortowy namiot, ale co za tym idzie cięższy, bo jednak w dwójce spędzimy kilka nocy, a sen tamże też jest ważny. Idzie mi się dość ciężko, właśnie ze względu na ciężki plecak.

Zdjęcia: 
Relacja - Plecaki dość ciężkie
Relacja - Plecaki dość ciężkie

Relacja - Zasnęliśmy snem kamiennym

Zasnęliśmy snem kamiennym praktycznie tak jak staliśmy. Następnego dnia, cały czas jeszcze nie mając całego ekwipunku przy sobie, postanowiliśmy się spakować na pierwsze wyjście do góry.

Zdjęcia: 
Relacja - Zasnęliśmy snem kamiennym
Relacja - Zasnęliśmy snem kamiennym

Relacja - Och, jaki długi dzień!

Och, jaki długi dzień! Wstaliśmy już przed 5 rano, gdyż loty helikopterem mogą się odbywać tylko przy idealnej pogodzie, a taka w gÛrach jest tylko rano. Dlatego też zupełnie inaczej wygląda mój rytm funkcjonowania tutaj. No więc wstaliśmy bardzo wcześnie, w średnio przyzwoitej lodży, szybka herbata, zapakowanie całego sprzętu (zabraliśmy cały sprzęt ze sobą do heli) i ruszamy. Mieliśmy dwóch pilotów: jednego nepalskiego i drugiego szwajcarskiego. Ten drugi prawdopodobnie chciał poznać drogę powietrzną pod Makalu, bo nigdy wcześniej tam nie był.

Zdjęcia: 
Relacja - Och, jaki długi dzień!

Lukla ponownie

Dziś zeszliśmy aż do Lukla. To jest jakieś 7 godzin „z buta” i odcinek dla mnie nieco nudnawy, gdyż przemierzam go już któryś raz. Stąd chcemy jutro polecieć do bazy pod Makalu. Ku naszemu zaskoczeniu (i szczęściu mam nadzieję) spotkaliśmy w barze pilotów, których miałam okazję poznać w zeszłym roku przy okazji akcji ratunkowej na Annapurnie. Może pamiętacie, że wlecieli wtedy na ponad 7 tys. metrów (!). Jakby nie było to jedni z najlepszych pilotów helikoptera na świecie. Mam nadzieję, że to oni z nami właśnie jutro polecą.

Święta, Święta!

Wielkanoc zastała mnie w sercu Himalajów, w dolinie Khumbu. To już któreś Święta Wielkiej Nocy, które spędzam w Nepalu. Tym razem postanowiłam zabrać parę „akcesoriów”, które by mi bardziej o tych Świętach przypominały. Jak dobrze wiecie, tutaj dominuje buddyzm i hinduizm, tak więc o Wielkiej Nocy nic nie wiadomo.

Zdjęcia: 
Święta, Święta!
Wesołych Świąt!
Filmy: 
Obejrzyj

Aklimatyzacja dobiegła końca

Dwa dni temu stanęliśmy z Fabrizio na prawie 6200 metrów (Island Peak) i spędziliśmy dwie noce również dość wysoko (w high campie). Wszystko po to, by się zaaklimatyzować do Makalu. Trzeba przyznać, że mieliśmy sporo szczęścia do pięknych widoków, choć potwornie wiało! Ze szczytu podziwialiśmy nasz cel - Makalu. Już ktoryś raz oglądam Makalu z różnych miejsc: wczęśniej z Kanczendzongi, z Pumori, a teraz tu. Piękna ta góra, trzeba przyznać. Zresztą sami zobaczcie.

 

Zdjęcia: 
Makalu (8463 m) widziane ze szczytu Island Peak
Aklimatyzacja przed Makalu
Aklimatyzacja przed Makalu

Aklimatyzacja w Khumbu i puja

Mielismy juz PUJE w Khumjung. Przybylo prawie 15 mnichow, ktorzy grali na roznych instrumentach, a takze spiewali, wprowadzajac wszystkich w niezly trans. Mimo, ze nie jestesmy buddystami, to jednak zawsze uczestniczymy w tej ceremonii, kazdy z nas w duchu modli sie o pomyslnosc wyprawy. Tym bardziej, ze klasztor jest niesamowity, bardzo historyczny.
Mielismy tez okazje byc w szkole zalozonej przez Hillarego. Przyszlo mnostwo dzieci, ktorym zostaly rozdane prezenty.

Zdjęcia: 
Podczas ceremoni Pujy
Fabrizio podczas Pujy
W szkole założonej przez Hillarego w Kumjung

Aklimatyzacja w dolinie Khumbu

Przy okazji mojej aklimatyzacji, spedzilam kilka milych dni w bardzo fajnymi ludzmi z Citroena. Fajnie, ze udalo sie to tak sprawnie polaczyc. Dla nich to byla wielka przygoda moc zobaczyc Everest z Syangboche (prawie 4 tys. metrow), a dla mnie fajnie spedzony czas w dolinie Khumbu plus aklimayzacja przed Makalu. Musze przyznac ze dla mnie to rowniez ogromna radosc pokazywac ludziom tak wspaniale miejsca. Wczoraj zrobilismy kilkugodzinny trekking, zas dzis ogladalismy wschod slonca nad Everestem o 5.40 rano tutejszego czasu. Zal bylo sie rozstawac..

Zdjęcia: 
Mount Everest, Lhotse, Nuptse..
Dobrze tu być!
Za plecami Mount Everest

Pierwsze kroki za mną

Oj, jak zwykle ostro trzeba się przyłożyć do tego, by zamknąc wszystko na ostatni guzik w Polsce i z czystym sumieniem wyjechać na wyprawę, która nota bene trwa wiele tygodni, a czasem i miesiące. Ostatnie tygodnie były dość zwariowane. Jednakże ten etap już za mną. Teraz wpadłam w inny wir, a mianowicie jestem po przygotowaniach wszelakich w Kathmandu i zaczynam sie aklimatyzować. Można powiedzieć, że pierwsze etapy wyprawy posuwają się do przodu.

Zdjęcia: 
Przylot do Kathmandu
Budda

Partnerzy wyprawy oraz media